Białystok na weekend (kulinarnie)

Białystok
Czy warto jechać z Warszawy około 3 godzin i 170 km, aby zobaczyć Białystok? Generalnie uważam, że tak. Jest to miasto zdecydowanie na jeden dzień, no może przy ładniejszej, słonecznej pogodzie na góra dwa dni. Zdecydowanie nie przyjeżdża się tutaj dla zabytków, jest ich po prostu zbyt mało. Ale Białystok swój urok ma, urok miasta wielokulturowego, co czuć naprawdę na każdym kroku. W poniedziałek wieczorem wyszliśmy na miasto i szczerze mówiąc człowiek odnosi wrażenie jakby przeniósł się w zupełnie inne lata.

Nie chce być zbyt ostra w swojej ocenie, ale obecne społemy, budynki oklejone ogromną ilością reklam…no cóż, znam bardziej urokliwe uliczki niż te. Kiedy dochodzi się do zabytkowej części jest już zdecydowanie lepiej. Warto zaznaczyć, że generalnie Białystok miał mało zabytków przed wojną, a w czasie wojny niestety większość została zniszczona. Wieczorem główne punkty są też ładnie oświetlone. Rynek Kościuszki jest przestronny, wart zobaczenia. Kawałek dalej przy ulicy Lipowej znajduje się cerkiew św. Mikołaja. Niestety nie weszliśmy do środka ze względu na odbywające się tam nabożeństwo. Kolejnym dobrze widocznym punktem jest Kościół św. Rocha- perełka modernizmu. Znajduje się on na sporym wzniesieniu, gdyby nie zabudowania dookoła kościoła, byłby to naprawdę dobry punkt widokowy.

O historii Białegostoku warto przeczytać TUTAJ i TUTAJ
 
Cerkiew św. Mikołaja

 

Kościół św. Rocha
Widok na miasto z terenu kościoła św. Rocha

  

Babka- ul. Lipowa 2
Wieczorem na kolację trafiliśmy do restauracji z kuchnią kresową. Babka znajduje się na rynku. Miła obsługa, krótki czas oczekiwania, przystępne ceny oraz co najważniejsze naprawdę smaczne jedzenie. Na pierwszy ogień poszły czebureki- smażone pierogi z baraniną. Mi osobiście to danie smakowało najbardziej, bardzo ciekawy i wyrazisty smak. Zamówiliśmy również babkę ziemniaczaną z kiełbasą majerankową oraz dżidżkukuliai czyli kartacze. Smaczne i warte swojej ceny. Zaskakującym akcentem jest rachunek podany w rosyjskiej babuszce. Bardzo lubię takie detale, miło się to później zapamiętuje.
 
 
Czebureki

 

Babka ziemniaczana oraz dżidżkukuliai
 
Babuszka, a w babuszce rachunek

Pałac Branickich
Uprzedzę od razu, że uwielbiam Pałace, więc prawie zawsze jestem zachwycona. Wersal Podlasia- dlaczego? Głównie dlatego, że budowa była inspirowana oryginalnym Wersalem. Pałac został całkowicie zniszczony pod koniec wojny. Po odbudowaniu stał się siedzibą Uniwersytetu Medycznego. Niestety w Pałacu nie ma ani jednej oryginalnej rzeczy, ale został naprawdę ładnie zrekonstruowany, można posłuchać ciekawych historii związanych z jego budową oraz z mieszkańcami tegoż obiektu. Bilet normalny do Pałacu i Muzeum farmacji kosztuje 10 zł- warto! Nawet bardzo 🙂
 

 

 

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Muzeum historii medycyny i farmacji
Tutaj byłam przekonana, że wizyta potrwa maksymalnie 20 minut, że będzie mało ciekawie. Nic bardziej mylnego. Naprawdę jest sporo pomieszczeń do zwiedzenia, znajduje się w nich sporo fajnych eksponatów, a Pan Przewodnik (czuć, że prawdziwy pasjonat) ma wiele ciekawych historii do opowiedzenia. Co ciekawe, nie tylko tych związanych z medycyną, wiedzę posiadał wszechstronną i potrafił odpowiedzieć na każde nasze pytanie. Musicie tam koniecznie zajrzeć.
 
Walentynkowa ekspozycja

 

Pałacowy ogród jest odtwarzany na podstawie jednej ryciny

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Inna Bajka
Na tyłach Pałacu, w modernistycznym okrąglaku można znaleźć prawdziwy skarb. Po przekroczeniu progu tego budynku, człowiek przenosi się na południe Europy. W ten mroźny i szary dzień było to cudowne zaskoczenie. Wszystko jest tam ze sobą spójne, zaczynając od wystroju, poprzez menu a na samych daniach kończąc. Raczyliśmy się burgerem Madritista z chorizo, guacamole i kwaśną śmietaną. Burger podany towarzystwie wybornych frytek i sałatki. Aczkolwiek uważam, że moja pasta Don Pablo to prawdziwy majstersztyk. Dawno nie jadłam tak dobrego dania. Talgiatelle podane z wyśmienitym sosem śmietanowo-serowym z kurczakiem, chorizo, winogronami i kolendrą. Tego trzeba spróbować.
 

 

Obydwa dania 10/10
 
 
Lipcowy Ogród

Moją walentynkową niespodzianką była kolacja w Lipcowym Ogrodzie i ogromnie się cieszę, że M udało się tam zarezerwować miejsce. Restauracja ma do dyspozycji 5 różnych sal, mi najbardziej podobała się Ogrodowa i Zielna, mają w sobie taki wiosenno-letni urok. Tego wieczoru siedzieliśmy akurat na Sali Owocowej, która jest trochę weselna, ale walentynkowe dekoracje były bardzo miły dodatkiem. Przed przyjazdem do Białegostoku słyszeliśmy, że naprawdę warto się tam wybrać i popróbować różnych smaków Podlasia. Opinię tą zdecydowanie podtrzymujemy. Jedzenie było niesamowity, czuć, że restauracja stawia na wysoką jakość i domowe smaki. Skusiliśmy się również na spróbowanie pierogów z mięsem żubra. Muszę przyznać, że trochę się wahaliśmy, ze względu na pewne sporne kwestie związane ze sprzedażą tego mięsa. Raz w roku minister środowiska pozwala na kontrolowany odstrzał ok 40-50 osobników, ze względu na zbyt duży przyrost naturalny żubrów. Niestety w pewnym momencie brakuje im miejsca w Puszczy Białowieskiej. Po wielu dyskusjach stwierdziliśmy, że jednak będąc w takim miejscu spróbujemy również tego. Zamówiliśmy 3 sztuki pierogów, które są podane zaskakująco ładnie. Mięso z żubra jest bardzo zbliżone smakiem do wołowiny, warto zamówić i skosztować tego przysmaku. Spróbowaliśmy carpaccio z jelenia, które M określił jako „prawdziwy smak lasu”, wyśmienita była również babka ziemniaczane z delikatnym sosem czosnkowym. Tercet pierogów z kapustą i grzybami, kurkami i dziczyzną są kwintesencją domowych smaków. Bardzo lubię ładne rzeczy, dlatego też wygląd menu bardzo mnie ucieszył. Jest bardzo w moim stylu. Jeżeli będziecie w Białymstoku to koniecznie odwiedźcie Lipcowy Ogród.
 
Pierogi z mięsem z żubra
Babka ziemniaczana z sosem czosnkowym 

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *